Dobry przyklad

Zaczęty przez Norbert, Maj 10, 2013, 10:27

Poprzedni wątek - Następny wątek

Norbert

Witam

Czesto jest coraz mniej wolnych stref, lotnictwo komunikacyjne rozwija sie niby zabierajac przestrzen dla nas. Aczkolwiek tutaj mam przyklad na funkcjonowanie jednego lotniska, z dwoma poteznymi aeroklubami wewnatrz CTR-u, wlasciwie na przedluzeniu pasa, prawie w srodku miasta. A bedac w typowy dzien, widzialem:
- dwie wyciagarki, kazda po dwie liny
- dwa samoloty holujace
- szybowce te nowe, jak i te starsze KA8, ASTIR, etc..

W kazdym razie, ilosc operacji lotniczych do pozazdroszczenia:
http://www.onlinecontest.org/olc-2.0/gliding/flightsOfAirfield.html?aa=BOBER1&st=olc-league&rt=olc&c=DE&sc=&sp=2013

Oczywiscie, sa bardzo restrykcyjni do zasad latania tam, ale nawet nowi piloci koncza tam podstawowki z sukcesem.



[załącznik usunięty przez administratora]
Pozdrawiam
----------------
Gliding is so freaking fun https://www.youtube.com/watch?v=9oSUrZ8KGJk

Lysander

Zgadza się, tylko jak zaznaczyłeś, podchodzą bardzo restrykcyjnie do zasad. Obawiam się, że w polskich warunkach skończyłoby się to tragedią.

Bartek Neroj

Niekoniecznie. Łódź jest dobrym przykładem, że można wyszkolić się podstawowo za windą lub samolotem w warunkach CTR, dzieląc przestrzeń z rejsówkami, podejściami ILS i zwykłym ruchem VFR. Oczywiście szkolenie takie jest wolniejsze ze względu na separacje ale nie można powiedzieć, że niebezpieczne. Co wiecej - piloci szybowcowi wyszkoleni w takich warunkach dużo łatwiej znajdują się potem np w PPL czy na innych lotniskach. Jesteśmy tylko dużo bardziej gadatliwi :-)
Bartek Neroj

Norbert

Co do zasad - to mialem na mysli, wiedza ze musza trzymac okreslonych regul, ktore kazdy pilot zna (przynajmiej w teori). Ja bylem tylko jeden dzien, i naprawde glowna przeszkoda dlaczego nie polecialem samodzielnie, byl brak silnego parcia z mojej strony i brak jezyka. Jak bym byl dluzszy czas nic nie stanowilo dla nich problemu do nauczenia mnie regul panujacych lokalnie. Po za tym, ze naprawde byli zyczliwi w innych kwestiach i bardzo pomocni.

A kazdy z nas, majac lub jeszcze nie licencje powinnien przestrzegac zasad tak wiec szukanie tragedi na sile, to raczej wymowka.

I jak Bartek potwierdzil, Lodz super funkcjonuje. Tak samo chyba Gdansk i nalezy trzymac takze kciuki za Lublin.
Pozdrawiam
----------------
Gliding is so freaking fun https://www.youtube.com/watch?v=9oSUrZ8KGJk

Dino

Bajania starego ramola, czyli jak się lata w naszym CTR (EPBY) i na zgniłym zachodzie.
Historie własne.
Cytat: Norbert w Maj 10, 2013, 17:55
Co do zasad - to mialem na mysli, wiedza ze musza trzymac okreslonych regul, ktore kazdy pilot zna (przynajmiej w teori).
To, że znasz w teorii poświadczasz własnym podpisem (niekoniecznie własną krwią,
długopis wystarczy). A jak się zagapisz, to Cię to może sporo kosztować. Nie tylko zarekwirowanie papierów, ale i trochę eurowaluty. Kolega się wybrał w urodziny na lot ULem.
Zagapił się nieco i był parę setek stóp za wysoko. Niestety jakiś liniowy go przyuważył i podkablował. Jak się skończyło - nie wiem, ale z rozpaczy na twarzy wynikało, że nie były to najszczęśliwsze urodziny.
Cytat: Norbert w Maj 10, 2013, 17:55
Ja bylem tylko jeden dzien, i naprawde glowna przeszkoda dlaczego nie polecialem samodzielnie, byl brak silnego parcia z mojej strony i brak jezyka. Jak bym byl dluzszy czas nic nie stanowilo dla nich problemu do nauczenia mnie regul panujacych lokalnie. Po za tym, ze naprawde byli zyczliwi w innych kwestiach i bardzo pomocni.
Bez języka też można dać sobie radę. Ja w zasadzie wiem tylko, jak się zameldować
przed lądowaniem. I to chyba nawet nie całkiem poprawnie. Co do pomocności i życzliwości to się zgodzę.
Cytat: Norbert w Maj 10, 2013, 17:55
I jak Bartek potwierdzil, Lodz super funkcjonuje. Tak samo chyba Gdansk i nalezy trzymac takze kciuki za Lublin.
Trochę jednak są różnice między Łodzią, Bydgoszczą a Pruszczem.
W Pruszczu to chyba jeszcze też wojaki mogą namieszać - bywałem tam gościnnie, więc
małe mam rozeznanie.
W Bydgoszczy było (nie wiem jak teraz) tak, że w zależności kto na wieży siedział,
jakie miał doświadczenie z szybowcami w okolicy, to było lepiej lub gorzej.
Ale po dwóch latach współpraca układała się całkiem dobrze.
Można było sobie "poczekać nad kanałem" aż wyląduje/wystartuje rejsówka i nie sprowadzali
na glebę lub wyrzucali poza CTR. Choć korespondencji było 3x więcej niż na zwykłym pastwisku.

W niemieckim kraju wcale nie trzeba dużo się do mikrofonu produkować. Szczególnie na szybowcach. Nawet komunikacja z wyciągarką odbywa się za pomocą łączności innej niż radio lotnicze. W załączniku okolica, w której zdarza mi się podlatywać. Żółte kółka to mniejsze lub większe lotniska i szybowiska (bo takie pojęcie tu funkcjonuje). Większość pod TMA EDDF. Wszystko to, w weekendy i dobrą pogodę lata. Zasady są proste - sufit na 3500ft,
(wewnętrzny prikaz - 900m nad teren). Jak lecisz na przelot, to najpierw trzeba się wydostać.
500km przeloty robią, czyli da się. Sektory zaznaczone na żółto to takie, które przy sprzyjających warunkach ruchowych są otwierane do 5500ft. Przed lotem trzeba się upewnić telefonicznie (robi to "kierownik startu") co jest dostępne. Każdy szybowiec (przynajmniej tam gdzie latam) ma FLARM i VL. Gdyby przyszła jakaś skarga, to jest możliwość sprawdzenia, czy ktoś się dopuścił naruszenia przestrzeni.

Da się latać. Ale też mam kilka spostrzeżeń, które mnie trochę niepokoją i aż się dziwię,
jak to funkcjonuje. Otóż nie ma tu zwyczaju/obowiązku rezerwowania ATZ czy zgłaszania działalności (chyba z wyjątkiem wysokich skoków, ale nie jestem pewien, bo wysiadanie ze sprawnego statku powietrznego mnie nie interesuje). Skutkuje to tym, że parę razy włos mi się na głowie zjeżył. Lokalny FIS nie ma informacji więc nie informuje o działalności poszczególnych lotnisk. Próbuje doradzać (ostrzega) przed ruchem wyposażonym w transpondery. Szybowce są w przeważającej większości wyposażone we FLARM, więc jakoś dają sobie radę. Taka sama większość samolotów i ULi nie ma tego. A jak widać po wycinku mapy, potencjalnych miejsc napotkania lotników jest tu mnogość. I mimo zaznaczenia tych miejsc na mapie, w GPSach, to "zmotoryzowani" zdają się nic zupełnie z tego nie robić.
Wielokrotnie widziałem, jak sobie taki jeden z drugim popylał na 300m AGL przecinając lotnisko. Bez żadnej łączności czy czegoś takiego. Nawet Citation. A szczytem, który spowodował głębsze zastanowienie się nad tym, jak to się dzieje, że się tu nie spotykają w powietrzu była sytuacja, gdzie po wyczepieniu (za windą) na ok. 420m AGL najpierw usłyszałem warkot, a potem jakieś 50m pode mną jakiś samolocik...
OK. Można powiedzieć, że mnie zauważył wcześniej niż ja jego. Ale równie dobrze mógł nie zauważyć tak szybko liny, jak ona się w niego zaplątać.

Konkludując: dobry przykład - da się. Ale u nas też się da. I to nie jakoś chyba tragicznie gorzej.

pozdr
Dino

[załącznik usunięty przez administratora]