Polska, jak to Polska, wszyscy wiedzą dziki kraj. Są takie miejsca gdzie nadal myślą że łaskę robią bo kiedyś płaciło państwo i to było darmo. Sytuacja się zmieniła, a podejście nie. Kluby o których myślę to te które są w stanie 'zombi' - sprzęt zarasta kurzem bo chętni do latania najwyżej po 1-ym sezonie więcej się tam nie pokazują.
Ale, tu jest małe co nieco które może pomóc pozbyć się starego, partyjnego chyba betonu w tym instruktorów którzy są chamscy, denerwują uczniów przed lotem co prowadzi do nerwowości i błędów a często zagraża życiu, szkolą w sposób schematyczny bo latać szkolony powinien wyłącznie tak jak ów instruktor sobie życzy, co ma sens w pewnych granicach ale zbytnia sztywność prowadzi do niezdolności do podjęcia działań gdy sytuacja jest nieco inna niż wyuczona.
Z rozporządzenia 1178/2011 UE
FCL.920 Kompetencje i ocena instruktora
Wszyscy instruktorzy są szkoleni, aby uzyskać następujące kompetencje:
— przygotowywanie materiałów szkoleniowych,
— tworzenie atmosfery sprzyjającej nauce,
— prezentowanie wiedzy,
— integrowanie zarządzania zagrożeniami i błędami (TEM) i zarządzania zasobami załogi,
— zarządzanie czasem w celu osiągania celów szkolenia,
— ułatwianie uczenia,
— ocenianie wyników osiąganych przez kursantów,
— obserwowanie i ocenianie postępów,
— ocenianie sesji szkoleniowych,
— informowanie o wynikach.
Z mojej praktyki sprzed kilku lat, na prawie już niedziałającym klubie w Mazowieckim:
"zamknij hamulce !" (na Piracie leciałem)
5 sek później
"Jesteś za wysoko ! " (to po jaką cholere kazałeś baranie zamykać hamulce przy ich raczej niewysokiej skuteczności w Piracie ?!? A w w dodatku częsciowo wysunięte tylko. Schodzilem ok)
i za chwilę
"a ląduj jak chcesz". (wreszcie coś sensownego)
No więc, chciał nie chciał trzeba było wytracić nadmiar wysokości spowodowany bezsensownym zamknięciem hamulców, ślizg na skrzydło niemal do samej ziemi i przyziemienie przy ograniczniku.
To prawda że instruktor był lepszy w lataniu niż ja, ale w jego ocenie był błąd - to ja byłem w powietrzu a nie on a na prostej po prostu było noszenie. Nie widział tego bo lotu po prostu nie obserwował zajęty czym innym. Wyczułem to z korespondencji 'na ostatnią chwilę' i faktycznie potwierdzili koledzy że nie bardzo się rozglądał za moim lotem. Fakt że sam już wtedy latałem dobrze jak na szkolonego na tym etapie więc jego uwaga nie była aż tak skoncentrowana, niemniej wrzucanie poleceń w ostatniej chwili bez sensownej oceny sytuacji było błędem.
Skutkiem jego poleceń był niewytracony nadmiar wysokości i konieczność wykonania ślizgu do którego wówczas w zasadzie nie byłem przeszkolony, choć umieć umiałem ale z innego rodzaju praktyki :)
Kolega tak na serio, czy w ramach wieczornego żartu napisane?
W skrócie: Polska dziki kraj, zombi, beton, kurz, partyjni, chamscy instruktorzy, którzy denerwują uczniów, bo ktoś Ci kazał zamknąć hamulce, potem byłeś za wysoko a na koniec uratowałeś dzień bohaterską akcją tajemnego manewru "drążek w prawo, noga w lewo", dzięki czemu udało się uniknąć katastrofy w postaci lądowania z przelotem? A na to ma poradzić rozporządzenie UE z 2011 roku??
KK - dzięki za reakcję, bo już się brałem do pisania, a tak to się po prostu podpisuję pod Twoim postem... :-)0
Sądząc po treści i godzinie to winko było... ;-)
szkoda klawiatury.... Ot lotnictwo dla kazdego
Cytat: boruh w Maj 14, 2015, 13:32
szkoda klawiatury.... Ot lotnictwo dla kazdego
No wiesz Boruch - kolega SotS dobrze pisze.
Trzeba wystąpić z inicjatywa ustawodawczą do Parlamentu Europejskiego o rozszerzenie obowiązkowego wyposażenia kwadratu o chusteczki do podcierania nosa uczniom przez instruktora. Przydadzą się one też instruktorowi do podcierania innej cześci ciała ucznia gdy sie ten nie daj boże zestresuje.
Można też rozważyć uzupełnienie wyposażenia o czerwony dywan dla pilotów którzy z sukcesem dokonali ślizgu. Fanfara zwycięzcy będzie dodatkowo odgrywana dla uczniów ;D
mnie ciekawi to zdanie:
"zbytnia sztywność prowadzi do niezdolności do podjęcia działań"
dotychczas myślałem, że to raczej brak sztywności prowadzi to niezdolności ... człowiek uczy się całe życie
Bartek - wreszcie skierowałeś dyskusję w tym wątku na właściwe tory... ;) Jest zresztą jeszcze jedna obserwacja autora, która nie daje mi spokoju - teza, że bez ślizgu można przelecieć ...
Cytat: Marian w Maj 14, 2015, 22:43
Jest zresztą jeszcze jedna obserwacja autora, która nie daje mi spokoju - teza, że bez ślizgu można przelecieć ...
...można, choć efekty będą opłakane
przepraszam ale nie moglem sie powstrzymac
http://www.chamsko.pl/demot/0_0_333314354_Jeblem_przez_Poison666_middle.jpg (http://www.chamsko.pl/demot/0_0_333314354_Jeblem_przez_Poison666_middle.jpg)
Pół żartem, pół serio, w zależności od fragmentu. A manewr kolego kk był na moim ówczesnym poziomie NIEBEZPIECZNY, użyj tego na końcu szyi by rozumieć czytany tekst. Przelot nie byłby bardzo groźny - spory zapas pasa więc bohaterstwo zostawmy na inną okazję, niemniej dobieg by się skończył wraz z nim. Daleko i bez ew. zapasu.
Ale niestety koledzy, bez względu co byście nie napisali, prawda jest taka że z tego akurat klubu który miałem na myśli odeszli w zasadzie WSZYSCY. Od tych dobrych którzy po paru latach nie wytrzymali, przez tych początkujących którzy po 1-ym sezonie się nie pojawili - czyli jakieś 90 % która nie zdecydowała się latać tam dalej. A nawet odeszła hołubiona grupa zwykle zwana 'kumplami' bo już miała dość tego że ktoś im coś ułatwia, ale w zamian pozwala sobie wobec nich a że już tylko oni zostali, to po nikim innym 'jeździć' się nie dało.
I jaka będzie riposta ?!?
Że autor postu to ten jeden skrzywdzony ?
Autor dał sobie spokój dużo wcześniej bo latanie to przyjemność a nie walka z chamstwem. Nie był pierwszym który odszedł z tego klubu właśnie z tego powodu.
Natomiast 'fachurom' i 'znawcom' mądralińskim dziękuję za analizę sytuacji po której widać kto co wie i co widział ale ma najwięcej do powiedzenia - zazwyczaj Ci co wiele ozorem mielą g.. wiedzą ale rozumy pozjadali wszystkie.
Wiadomo, polskość to stan umysłu. Widać to po komentarzach o winie - doskonałe potwierdzenie poprzedniego zdania. Pierwsze i jedyne co przyszło do łepetynki ?
Dodać by jeszcze że istnieją inne strefy czasowe niż jedyna Wasza słuszna bo polska. Ale do pojęcia tego fakty może zbyt ogromny wysiłek umysłowy jest wymagany. Tak, polskość to stan umysłu. W istocie.
Są takie w kluby w których atmosfera jest ok. A są takie w których nie jest i można się zwykle bez większego szukania dowiedzieć dlaczego.
Dodać by jeszcze że jakoś nikt nie raczył się odnieść do faktu że instruktor nie robił tego co należało - obserwacja lotu czyli nadzór, za to wydawał błędne polecenia. Jakoś krytyki tego fakt nie dało się zauważyć. Instruktor który zwykle nadzorował tam loty, i miał zdecydowanie bardziej odpowiedzialne podejście był przez tego czasowo zastąpiony a tymczasowy robił to z doskoku nie znając bieżących umiejętności szkolonych, uwielbiał się wtrącać do szkolenia i w sposób który z kulturą miał niewiele wspólnego za to tak wpływał na latających, że dziękowali za członkostwo w klubie i dobrze było jeśli przy okazji nie zrobili awantury bo i takie rzeczy się zdarzały. Ale akurat te wieści pieniaczom raczej nie w smak.
Czy temat atmosfery w klubach nie jest wart drążenia boruh ?
Jak przedstawiają się statystyki szkoleń ?
Jak przedstawiają się statystyki nalotu ?
Czy wszyscy będziemy czekać aż zostanie już tylko wspominanie świetlanej przeszłości gdy Polacy byli jednymi z najlepszych w Europie, podobnie jak w piłce nożnej ?
W produkcji szybowców już leżymy od lat a bynajmniej talenty mamy co widać po prototypowych konstrukcjach. A ilość pilotów którzy zdobywają medale chyba da się policzyć na palcach jednej ręki. Ciągle Ci sami, a kiedyś było takich wielu. Z czego to wynika ?
Jaki Waszym zdaniem będzie koszt utrzymania holówki, infrastruktury itd. gdy zostanie Was tam połowa ?
Na niejednej stronie miłośników innego rodzaju lotnictwa można przeczytać o zaletach takich jak "brak stron trzecich" czy "brak problemów z nieprzyjazną 'atmosferą'" albo "brak rzucania kłód pod nogi".
To cytaty z netu i od kolegów co niektórych.
Cytat: SotS w Maj 15, 2015, 00:45
Pół żartem, pół serio, w zależności od fragmentu. A manewr kolego kk był na moim ówczesnym poziomie NIEBEZPIECZNY, użyj tego na końcu szyi by rozumieć czytany tekst. Przelot nie byłby bardzo groźny - spory zapas pasa więc bohaterstwo zostawmy na inną okazję, niemniej dobieg by się skończył wraz z nim. Daleko i bez ew. zapasu.
Ok, użyjmy tego na końcu głowy do zrozumienia czytanego tekstu i poddania go analizie.
Cytat: SotS w Maj 14, 2015, 00:33
Z mojej praktyki sprzed kilku lat, na prawie już niedziałającym klubie w Mazowieckim:
"zamknij hamulce !" (na Piracie leciałem)
Uczeń-pilot lub nawet pilot po szkoleniu podstawowym, po egzaminie dopusczającym do lotów samodzielnych, po minimum 10 lotach samodzielnych na dwusterze. Tak więc nie było to pierwsze solo i pilot coś tam już powinien umieć (może ślizgi?).
Cytat: SotS w Maj 14, 2015, 00:33
"zamknij hamulce !" (na Piracie leciałem)
5 sek później
"Jesteś za wysoko ! "
i za chwilę
"a ląduj jak chcesz". (wreszcie coś sensownego)
No więc, chciał nie chciał trzeba było wytracić nadmiar wysokości spowodowany bezsensownym zamknięciem hamulców, ślizg na skrzydło niemal do samej ziemi i przyziemienie przy ograniczniku.
1. Zamknięcie hamulców przez 5 sekund na prostej spowodowało, Twoim zdaniem, sytuację niebezpieczną
2. Wykonanie ślizgu było, Twoim zdaniem, manewrem niebezpiecznym na tym poziomie wyszkolenia
3. Pomimo tego, zdecydowałeś się wykonać manewr, który sam uznałeś za niebezpieczny, aby nie wylądować z przelotem, co sam przyznałeś, niebezpieczne nie jest
Cytat: SotS w Maj 14, 2015, 00:33
...
(to po jaką cholere kazałeś baranie zamykać hamulce przy ich raczej niewysokiej skuteczności w Piracie ?!? A w w dodatku częsciowo wysunięte tylko. Schodzilem ok)
...
To prawda że instruktor był lepszy w lataniu niż ja, ale w jego ocenie był błąd - to ja byłem w powietrzu a nie on a na prostej po prostu było noszenie. Nie widział tego bo lotu po prostu nie obserwował zajęty czym innym. Wyczułem to z korespondencji 'na ostatnią chwilę' i faktycznie potwierdzili koledzy że nie bardzo się rozglądał za moim lotem. Fakt że sam już wtedy latałem dobrze jak na szkolonego na tym etapie więc jego uwaga nie była aż tak skoncentrowana, niemniej wrzucanie poleceń w ostatniej chwili bez sensownej oceny sytuacji było błędem.
Z Twojego języka (nazywanie instruktora baranem) i opisu ("to prawda że instruktor był lepszy w lataniu niż ja" - no niemożliwe... ; "Fakt, że sam już wtedy latałem dobrze jak na szkolonego na tym etapie") wynika, że kolega ma problem z uznaniem autorytetu instruktora i przyjmowaniem krytyki. Ja tutaj widzę arogancję i brak pokory. Przy takim podejściu może warto zastanowić się nad zmianą zainteresowań. Gdzie jak gdzie, ale w lotnictwie z powodu braku pokory można sobie nabić poważnego guza.
Owszem, idealnie w aeroklubach nie jest. Zjawiska, o których piszesz (beton, kurz itd.) w wielu miejscach występują. Ale argumentacją, to niestety trafiłeś jak kulą w płot. Z Twojej opowieści wyłania się tylko obraz młodego (doświadczeniem) lotnika, nieuznającego autorytetów, który popełnił serię błędów przy lądowaniu (każdy je popełnia na tym etapie) i wyciągnął z tych błędów także błędne wnioski (to wina instruktora!).
Instruktorzy też bywają różni. Są tacy, którzy w dość dosadny sposób informują kursanta/pilota o popełnianych przez niego błędach. Niektórzy nawet dorobili się z tego tytułu odpowiednio szorstkich ksywek ;) Ale jeśli nie jesteś w stanie tego odfiltrować i przyjąć do wiadomości, skorzystać z ich rad i doświadczenia, jeśli powoduje to u Ciebie poziomy stresu, których nie jesteś w stanie znieść to jeszcze raz zastanów się nad tym, czy to właściwe dla Ciebie zajęcie.
Ostatnio podczas dość burzliwej wieczornej dyskusji z jednym z kolegów-lotników usłyszałem taki argument, że obecnie świat produkuje same sieroty (no.. powiedzmy, że takiego użył określenia). Pani w szkole nie może dziecku zwrócić uwagi, lenistwo i nieuctwo nazywa się dyscośtam, mama nie może skarcić swojego dziecka, bo zaraz jest przemoc w rodzinie, w pracy nie możesz młodego chłopaka opieprzyć, jak coś zepsuł, bo się zaraz obrazi. Jak widać instruktor też już nie może powiedzieć uczniowi, że spieprzył lądowanie. Może coś w tym jest...
Sensowne polemika.
Teoretycznie bym się z Tobą zgodził, ale są okoliczności które tutaj grają rolę a wybacz ale nie zawierałem każdego szczególiku bo trzeba by książke napisać.
"Uczeń-pilot lub nawet pilot po szkoleniu podstawowym, po egzaminie dopusczającym do lotów samodzielnych, po minimum 10 lotach samodzielnych na dwusterze. Tak więc nie było to pierwsze solo i pilot coś tam już powinien umieć (może ślizgi?)."
Może niekoniecznie powinien robić ślizgi w drugim locie na PIERWSZYM szybowcu solo, do tego typu Pirat który uważany jest za trudny szybowiec na tyle że niektóre kluby w ogóle mało doświadczonych nie chcą na nim szkolić. POD PRESJĄ bo pierwsze lądowanie na tym szybowcu był nieco za długie - może ze 30 m i były pretensje właśnie od tego czasowego instruktora, pretensje których poziom kultury da się opisać słowem chamstwo za to nie zawierały żadnych porad ani tłumczenia czy analizy błędów. Skuteczność hamulców w Piracie jest zdecydowanie inna niż w Puchaczu co wiemy. Odrobina psychologii odpowie na pytanie dlaczego szkolony nie otworzy sam z siebie hamulców jeśli dopiero co dostał polecenie by je zamknąć bo 2 sek to jest 'dopiero co'. Gdyby je otworzyć 2 sek po zamknięciu zrealizowanym na polecenie instruktora, dałoby się wylądować z ich użyciem i pewnie z niewielkim przelotem jeszcze ale psychologia odpowie na pytanie dlaczego zwłoka na ponowne otwarcie była dłuższa niż 2 sek. Dlaczego szkolony nie 'olał' polecenia instruktora zaledwie 2 sek później ? Bo tenże szkolił sztywno i schematycznie, w dodatku jego poziom relacji był jak wspomniałem. Można by pomysleć o esowaniu ale to 'nie było w programie tego lotu' tak można by rzec bo i być nie powinno - nowy szybowiec diametralnie się różniący i rób na nim przy niskim poziomie wyszkolenia głębokie zakręty nad ziemią.
Widząc mniej-więcej (jeden lot szczególnie na tym poziomie to za mało by wyczuć dobrze nowy, w dodatku jednomiejscowy szybowiec i uważany za trudny) po pierwszym locie, już w fazie po poleceniu zamknięcia hamulców że ich skuteczność raczej nie umożliwi mi przyziemienia w odpowiednim punkcie, pamiętając o pretensjach (czyż nie były one bezpodstawne zwłaszcza wyrażane w takiej właśnie chamskiej formie ?!? ), zrobiłem co umiałem. Tak, umiałem zrobić ześlizg - szczegółów nie pamiętam, ale może był w istocie ćwiczony uprzednio (sorry, ale nie chce mi się sprawdzać programu) jednak robienie takiego manewru, w takim środowisku szkolenia, na nowym szybowcu w dodatku Piracie i w drugim locie na nim bez dokładnego wyczucia szybowca, w sytucji napięcia nerwowego ponieważ takie środowiska tenże własnie instruktor tworzył swoim zachowaniem ,aboslutnie nie powinno się zdarzyć i TO WŁAŚNIE było niebezpieczne. Instruktor pełniący zwykle inną funkcje i wpadający by psuć atmosferę - to słowa wielu innych. Tak, on rzeczywiście dobrze latał sam ale i dzis wielu kolegów mówi że zupełnie nie ma talentu do szkolenia. I nie tylko do szkolenia.
Jeśli powiesz, że na nowym szybowcu, tak bardzo różniącym się od poprzednich, powinien szkolny pod silną presją robić takie manewry w takich warunkach to chłopie mam nadzieję że nie jesteś instruktorem, bo kogoś zabijesz prędzej czy później.
I właśnie do tego całego odnosi się owa wspomniana dyrektywa UE i jej zaznaczone punkty.
Odnośnie 'barana' to adekwatnie ale i bardzo łagodnie do pozimu kultury. Wypowiedzi co niekórych innych nie będę cytował, a były to też wypowiedzi takich którzy tam latali już z licencją. Co mi się spodobało to 'zachowuje się jak baba przy okresie' lub 'pewnie znowu ma okres'. A to nie była jednak instruktorka.
Chyba to wszytko wyczerpuje Twoje 3 punkty.
Tak, masz rację, idealnie nie jest w aroklubach, są jednak takie gdzie jest atmosfera sprzyjająca szkoleniu i prostowaniu błędów a nie darcie ryja na który nie każdy sobie pozwoli.
Obraz 'młodego doświadczeniem lotnika' może zaburzyć Ci kontra w postaci co prawda młodego doświadczeniem ale wykonującego bez istotnej pomocy dotychczasowe loty i manewry, zwykle prowadzone przez innego szkolącego instruktora.
'Seria błędów; o której mówisz nie miała miejsca, choć nie będę się upierał że byłoby absolutnie idealnie na nowym szybowcu, ale na pewno byłoby nieco krócej niż w pierwszym lądowaniu nieco za długim jednak nie na tyle by miałobyć przyczyną do chamskiego zachowania. Gdyby nie noszenie, sam bym otworzył hamulce później ale natura bywa złośliwa - na termice nie nosi a na kręgu oczywiście jak najbardziej. POCZYTAJ - instruktor zajmował się gadaniem z kumplami zamiast nadzorem lotu, nie widział że nosi na podejsciu, wydał polecenie nieadekwatne do sytuacji, spowodował 'zamrożenie' inicjatywy szkolonego na na tyle długą chwilę że wraz z dodatkowym noszeniem wtedy + zamknietymi hamulcami spowodowałoby to istotny przelot - przyziemiał bym gdzies przy strzale w najlepszym wypadku. Jeśli więc twierdzisz że szkolony który nie miał uprzednio żadnych problemów z trafieniem w lotnisku, 1-y robił samodzielne loty dobre kilka dni przed innymi nagle popełniał z sam siebie same błędy, to myślę że polemika nie ma sensu.
No i konia z rzędem temu kto wyciągnie z krzyków o czysto osobistym charakterze 'rady' itd. W dodatku jeśli uważasz że byłem jedyną osobą której tenże tak radził to Cię wyprowadzę z błędu - z dwudziestu paru osób, po 1-ym sezonie w klubie zostało 6 inni, kilkunastu przeniosła się gdzie indziej. Po drugim z tej całej grupy zostało 2 osoby. Powodem nie były pieniądze ani brak czasu a kultura tej jednej osoby która ma tam niestety zbyt duzy wpływ. Dodać że zwykle szkolił kto inny, ale wspomniany jak wpadł to tak ludziom krwi napsuł że czule pożegnali klub, ostatnio nawet stali członkowie.
"Jak widać instruktor też już nie może powiedzieć uczniowi, że spieprzył lądowanie."
Oczywiście że może i powinien, powinien też przedyskutować sprawę co i dlaczego, ale jedyną w miarę nadający się do przytoczenia wypowiedzią z której mozna coś sensowego wyciągnąć to że 'ja Ci skończę to latanie' i ogólnie zachowywać się jak baba przy okresie. No to pa, pa.
Od tamtej pory latałem w innym klubie tak jak większośc kolegów z kursu, jak widać żyję i mam się całkiem nieźle. Moje latanie też.
Ponieważ nie mam czasu na zbyt wiele - inne ważne sprawy w tym organizacja latania :)
Nie spotkałem sie z takim podejściem nigdzie indziej jak do tej pory.
Nie widziałem innego klubu który by w ciągu 3 lat w zasadzie upadł.
Uczenie wymaga także predyspozycji natury psychologicznej i wiedzy, a co niektórym instruktorom nie tylko w lotnictwie tego brakuje - ludzie zostają instruktorami nie mając pojęcia o podstawach i mam nadzieję że owa dyrektywa UE co nieco zmieni jak się będzie chętnych uświadamiało. Inaczej - jak wspomniałem, prędzej czy później ilość nalotu już spadająca dotrze do minimum i ten sport będzie miał nikłych zwolenników. Całkiem możliwe że wtedy EASA go zgrabnie zamiecie pod dywan - z małą drupką nikt nie będzie dyskutował a już przepisy przecież były antyszobowcowe.
Nie jest to od dziś bo w książke o ile dobrze pamiętam 'Bomby poszły' Kwiatkowskiego, jest opisana analogiczna sytuacja - w Polsce wrzaski i stresowanie szkolonego zamiast poprawiania błędów, w Angli autor miał spokojnego instruktora 'good, good, well good' po przywozicie wykonanym locie, pare drobnych uwag i lot solo co mówi samo za siebie. W Polsce zawsze było żle. Może sama emigracja spowodowała że zaczął lepiej latać ?
W książce '3 diamenty' tez można sobie poczytać o kulturze co niektórych instruktorów i wyciągnąć wnioski z wpływu takiego przesadnego zachowania na szkolonego.
Proces szkolenia to okres popełniania błędów, ich analizy i poprawiania, a nie popełniania błędów i darcia ryja - jak w tych ksiązkach też wspomniano.
Jeśli to do kogoś nie przemawia, no cóż.
Pozdrowienia dla wszystkich instruktorów z dobrym podejściem takich jak Bogdan Drenda, Leszek Żabicki, Michał Dziewiecki i kilku innych których spotkałem kiedyś w paru miejscach.
Im będzie takich więcej, tym więcej wyszkolonych pilotów i tym lepiej dla tego sportu.
A propos, pokrewny temat. Kolega, kolega chciał sobie zorganizować latanie w innym klubie. Wstępna gadka miło, miło, jednak gdy się okazało że chce już konkretnie (poczuli że mają go w garści czy co ?), zaczęły się schody, warunki zrzeczenie się członkostwa z poprzedniego klubu itd. W tym momencie zaczął się zastanawiać nad sensownością. Moja rada jest taka - robią schody i zniechęcają Cię do wydawania Twoich własnych niemałych pieniędzy ? To sobie odpuść, bo jak już się przepiszesz to będą uważali że Cię mają w garści a 'swój' i tak nie będziesz.
W innym klubie, inny kolega, i to chyba wbrew statutowi AP, usłyszał że nawet jak ma licencję a nie jest pełnym członkiem to latać mu nie dadzą na ich sprzęcie więc musi się przepisać albo być w obu na full. A poza tym KWT musi zrobić tu, bo z innego klubu to ich nie interesuje. Warunek się pojawił nagle w nowym sezonie, bo już nieco tam latał uprzednio.
Skąd się bierze ta niechęć do przyjmowania pieniędzy od innych ?
Na szczęscie nie wszędzie tak jest.